Przechadzał się długimi ulicami miasta, nie zwracając uwagi
na spojrzenia tłumu skierowane w jego stronę. Szedł i nie obchodziło go, że
zimne krople deszczu spływają po jego idealnej bladej twarzy, a wiatr rozwiewa
blond włosy. Jego błękitne oczy śliniły w świetle wschodzącego księżyca, niczym
gwiazdy na nocnym niebie. Skórzane buty nie wydawały żadnego dźwięku, kiedy
przemierzał miasto w poszukiwaniu wieczornej przekąski. Nie zwracał uwagi na
nic, za to inni nie mogli oderwać do niego wzroku. Ubrany w czarny płaszcz
kierował się w stronę Grilla. Może tam uda mu się znaleźć jakąś słodką,
niewinną dziewczynę. Jego ofiarami z reguły były kobiety, zwłaszcza te młode i
seksowne. Wszedł do środka i momentalnie
każda tam siedząca piękna i nie piękna dama spojrzała na niego
Udawał, że tego nie widzi i podszedł pewnym krokiem do baru.
Barman był młodzieńcem z równie głębokimi jak on oczami i szczerym uśmiechem.
-Co podać?-Zapytał chłopak, około 17-letni.
-Kieliszek ArH-, proszę. Nastolatek zrobił kwaśną minę i
patrzył na niego jak na wariata. –To żart. Burbon raz, proszę.-Zaśmiał się i
odwrócił głowę na prawo. Czarnowłosa ślicznotka właśnie go obserwowała.-Hej,
Ty!-Zawołał na barmana.-Jeszcze jeden kieliszek dla tej pięknej pani.
Uśmiechnął się do niej w ten rozbrajający sposób, a ona wstała i usiadła bliżej
niego.
-Jestem April.-Powiedziała nieśmiało.
-Justin. Więc, ile masz lat, April?-Upił łyk i uniósł jedną
brew do góry.
-Mam 16…Lat.
-Nie kotów, przecież.-Zachichotała nerwowo, bawiło to
wampira niezmiernie. Wiedział już, kto będzie jego nową ofiarą.
-Jesteś tu nowy? Nie widziałam Cię wcześniej w Mystic Falls.
-Mieszkałem tu wcześniej, po prostu odwiedzam przyjaciela.
-Znam go? Jak się nazywa?-Zapytała, wciąż się szczerząc jak
idiotka.
-Damon Salvatore.-Odpowiedział, a dziewczynie zrzedła mina.
Nie spodobało mu się to.
-Znasz Damon'a Salvatore?-Wtrącił się czymś zaniepokojony wcześniej
obsługujący go młody człowiek.
-To właśnie powiedziałem, tak mi się zdaje.-Rzucił.
-Ciekawe!-Rzekła jego przyszła zdobycz.
-Bardzo.-Odpowiedział i kąciki jego ust uniosły delikatnie
do góry.
-Matt Donavan.-Chłopak wyciągnął do niego rękę, w
przyjacielskim geście.
-Justin Castervill.-Uścisnął ją i wrócił do zdobywania
kolacji.-Może się przejdziemy? Taka piękna dziś pogoda.-Zaproponował.
-Pada jak nie wiem.-Odrzekła z zaskoczeniem na twarzy.
-Tym lepiej.-Wstał i nadstawił dla niej swoje umięśnione
ramię.
-No… Niech będzie!-Zgodziła się i powiedziała szybkie „cześć”
do Matta. Wyszli i szli tak kawałek w milczeniu. Nagle skręcili w ciemną uliczkę
i wampir sprawnym ruchem przycisnął ją do ściany jakieś kamienicy. –Co robisz?!-Przeraziła
się.
-Zamierzam Cię ugryźć, wyssać całą krew, jaką masz w swoim
pięknym ciele i po prostu zabić. –Uśmiechnął się, ale po chwili pokazał jej
swoje drugie, straszne oblicze. Oczy zrobiły się przekrwione, a na twarzy
pojawiły się widoczne żyły. Obnażył długie kły i wgryzł się w jej tętnice szyjną.
Krzyczała głośno ze strachu, a on to uwielbiał. Kochał też się z bawić ze swoimi "wybrankami" w
kotka i myszkę, gonić je i męczyć, ale teraz był na to za głodny.
-Proszę, dość….Nie!-Błagała.-Oni Cię znajdą!-Zaciekawiło to
wampira. Oderwał się od niej i spojrzał pytająco, jakby nic się nie stało.
-Oni…-Rozpaczała jak dziecko. Cóż, co prawda chciał ją
wykorzystać, ale czy to do razu powód do płaczu?
-To znaczy, kto? Nie chcę mi się czekać i wciąż jestem
głodny, więc…
-Nie! Rebekach, to moja przyjaciółka….Jest pie…-Przerwał
jej.
-Pierwotną wampirzycą?-Zapytał zdziwiony, ale i pełen
nadziei, że może zyska coś więcej niż tylko zabawę z dobrym kumplem będąc w tej
dziurze.
-Tak, znasz ją?-Załkała.
-Ohh, tak…-Wyszczerzył się i ponownie ugryzł biedną April.
Czuł jak ulatniało się z niej życie, ale kiedy była już bliska spotkania ze
śmiercią i jej ciało bezwładnie opadało w jego ramionach, przestał. Położył ją
na ziemi i patrzył jak się wykrwawia. –A co mi tam? Najwyżej będę tego żałował…-Powiedział
i natychmiast rozgryzł sobie nadgarstek, podniósł ostrożnie jej głowę i
przystawił świeżą ranę do jej ust. Z trudem przełknęła jego życiodajny płyn.
Otworzyła oczy, ale on już odchodził. Pozostawił ją tam z szansą na dalsze
życie. Nie był zły, był tylko wampirem. A to jest różnica, dużo większa niż
można przypuszczać. Odwrócił się jeszcze raz i rzekł do niej:
-Spraw proszę, żebym tego nie żałował.-Mrugnął do niej i
zniknął w odmętach czarnej nocy, pozostawiając po sobie tylko słodki zapach
przerażenia.