niedziela, 7 lipca 2013

Rozdział I. Dobry uczynek.



Przechadzał się długimi ulicami miasta, nie zwracając uwagi na spojrzenia tłumu skierowane w jego stronę. Szedł i nie obchodziło go, że zimne krople deszczu spływają po jego idealnej bladej twarzy, a wiatr rozwiewa blond włosy. Jego błękitne oczy śliniły w świetle wschodzącego księżyca, niczym gwiazdy na nocnym niebie. Skórzane buty nie wydawały żadnego dźwięku, kiedy przemierzał miasto w poszukiwaniu wieczornej przekąski. Nie zwracał uwagi na nic, za to inni nie mogli oderwać do niego wzroku. Ubrany w czarny płaszcz kierował się w stronę Grilla. Może tam uda mu się znaleźć jakąś słodką, niewinną dziewczynę. Jego ofiarami z reguły były kobiety, zwłaszcza te młode i seksowne.  Wszedł do środka i momentalnie każda tam siedząca piękna i nie piękna dama spojrzała na niego
Udawał, że tego nie widzi i podszedł pewnym krokiem do baru. Barman był młodzieńcem z równie głębokimi jak on oczami i szczerym uśmiechem.
-Co podać?-Zapytał chłopak, około 17-letni.
-Kieliszek ArH-, proszę. Nastolatek zrobił kwaśną minę i patrzył na niego jak na wariata. –To żart. Burbon raz, proszę.-Zaśmiał się i odwrócił głowę na prawo. Czarnowłosa ślicznotka właśnie go obserwowała.-Hej, Ty!-Zawołał na barmana.-Jeszcze jeden kieliszek dla tej pięknej pani. Uśmiechnął się do niej w ten rozbrajający sposób, a ona wstała i usiadła bliżej niego.
-Jestem April.-Powiedziała nieśmiało.
-Justin. Więc, ile masz lat, April?-Upił łyk i uniósł jedną brew do góry.
-Mam 16…Lat.
-Nie kotów, przecież.-Zachichotała nerwowo, bawiło to wampira niezmiernie. Wiedział już, kto będzie jego nową ofiarą.
-Jesteś tu nowy? Nie widziałam Cię wcześniej w Mystic Falls.
-Mieszkałem tu wcześniej, po prostu odwiedzam przyjaciela.
-Znam go? Jak się nazywa?-Zapytała, wciąż się szczerząc jak idiotka.
-Damon Salvatore.-Odpowiedział, a dziewczynie zrzedła mina. Nie spodobało mu się to.
-Znasz Damon'a Salvatore?-Wtrącił się czymś zaniepokojony wcześniej obsługujący go młody człowiek.
-To właśnie powiedziałem, tak mi się zdaje.-Rzucił.
-Ciekawe!-Rzekła jego przyszła zdobycz.
-Bardzo.-Odpowiedział i kąciki jego ust uniosły delikatnie do góry.
-Matt Donavan.-Chłopak wyciągnął do niego rękę, w przyjacielskim geście.
-Justin Castervill.-Uścisnął ją i wrócił do zdobywania kolacji.-Może się przejdziemy? Taka piękna dziś pogoda.-Zaproponował.
-Pada jak nie wiem.-Odrzekła z zaskoczeniem na twarzy.
-Tym lepiej.-Wstał i nadstawił dla niej swoje umięśnione ramię.
-No… Niech będzie!-Zgodziła się i powiedziała szybkie „cześć” do Matta. Wyszli i szli tak kawałek w milczeniu. Nagle skręcili w ciemną uliczkę i wampir sprawnym ruchem przycisnął ją do ściany jakieś kamienicy. –Co robisz?!-Przeraziła się.
-Zamierzam Cię ugryźć, wyssać całą krew, jaką masz w swoim pięknym ciele i po prostu zabić. –Uśmiechnął się, ale po chwili pokazał jej swoje drugie, straszne oblicze. Oczy zrobiły się przekrwione, a na twarzy pojawiły się widoczne żyły. Obnażył długie kły i wgryzł się w jej tętnice szyjną. Krzyczała głośno ze strachu, a on to uwielbiał. Kochał też się z bawić ze swoimi "wybrankami" w kotka i myszkę, gonić je i męczyć, ale teraz był na to za głodny.
-Proszę, dość….Nie!-Błagała.-Oni Cię znajdą!-Zaciekawiło to wampira. Oderwał się od niej i spojrzał pytająco, jakby nic się nie stało.
-Oni…-Rozpaczała jak dziecko. Cóż, co prawda chciał ją wykorzystać, ale czy to do razu powód do płaczu?
-To znaczy, kto? Nie chcę mi się czekać i wciąż jestem głodny, więc…
-Nie! Rebekach, to moja przyjaciółka….Jest pie…-Przerwał jej.
-Pierwotną wampirzycą?-Zapytał zdziwiony, ale i pełen nadziei, że może zyska coś więcej niż tylko zabawę z dobrym kumplem będąc w tej dziurze.
-Tak, znasz ją?-Załkała.
-Ohh, tak…-Wyszczerzył się i ponownie ugryzł biedną April. Czuł jak ulatniało się z niej życie, ale kiedy była już bliska spotkania ze śmiercią i jej ciało bezwładnie opadało w jego ramionach, przestał. Położył ją na ziemi i patrzył jak się wykrwawia. –A co mi tam? Najwyżej będę tego żałował…-Powiedział i natychmiast rozgryzł sobie nadgarstek, podniósł ostrożnie jej głowę i przystawił świeżą ranę do jej ust. Z trudem przełknęła jego życiodajny płyn. Otworzyła oczy, ale on już odchodził. Pozostawił ją tam z szansą na dalsze życie. Nie był zły, był tylko wampirem. A to jest różnica, dużo większa niż można przypuszczać. Odwrócił się jeszcze raz i rzekł do niej:
-Spraw proszę, żebym tego nie żałował.-Mrugnął do niej i zniknął w odmętach czarnej nocy, pozostawiając po sobie tylko słodki zapach przerażenia.

Witam

Witam wszystkich serdecznie na moim nowym blogu. Będę opowiadać tu historię, której akcja wciąż rozgrywa się w Mystic Fall i wciąż uczestniczą w niej nasi główni bohaterowie, jednak jej głównym wątkiem będzie pojawienie się w mieście pewnej tajemniczej rodziny. Mają oni pewne mroczne sekrety, które skrzyżują się z sekretami całego serialu. Będzie tu wiele wątków miłosnych, zacznę także te nowe. Krótki opis?
Więc tak... do miasta wraca po wielu latach stary przyjaciel braci Salvatore-Justin Castervill. Szuka on czegoś bardzo ważnego, pewnego medalionu przekazywanego w rodzinie czarownic od wielu pokoleń. Chłopak nie do końca jest wampirem, a raczej demonem.Mimo to ma dobre zamiary, w przeciwieństwie do jego rodzeństwa. Tajemniczy medalion, posiada Bonnie i za wszelką cenę chce ona dowiedzieć się jaką moc w sobie kryje. Kiedy wszystkie metody otworzenia go i użycia przeciwko złym, "obdarzonym" zawiodą ( gatunek czarownic), jedynym wyjściem jest sprowadzenie do miasta siostry Justina, czyli ognisto-rudej, niebezpiecznej ale i bardzo potężnej demonicy, Sophie.
To taki zarys, a nie opis raczej. Będzie się działo dużo więcej. Między Sophie i pewnym bohaterem TVD nawiąże się pewna więz i może to on sprawi, że będzie chciała znów coś poczuć. Pociągnę dalej wątek obu trójkątów miłosnych, ale jestem wielką fanką Klaroline, więc sami zobaczycie.Znajdę kogoś dla Bonnie i rozwinę wątek Katherine i pierwotnych. Podpowiem, że pewna demonica, będzie miała sporo wspólnego z braćmi Salvatore, tyle, że oni nie będą tego pamiętać.
Zapraszam i nie zniechęcajcie się po pierwszym rozdziale!